strona główna

zgłoś miejsce
edytuj miejsce

 

Zgłoś do bazy restaurację, piekarnię, cukiernię, sklep, a nawet blog bezglutenowy! Zarejestruj się jako firma,

a następnie dodaj miejsce do naszej bazy! To dziecinnie proste i nic nie kosztuje.

 

Jeśli jesteś właścicielem miejsca, zarejestruj się jako firma i dodaj je. Jeśli znasz miejsce przyjazne bezglutenowcom,

ale nie jesteś jego właścicielem, zarejestruj się jako użytkownik i zaproponuj je!

 

 

 

 

29/09/2017 / Komentarze: 0

Każdy bezglutenowiec zadaje sobie czasem pytania, które dla człowieka niebędącego na tej diecie, mogą się wydać całkiem dziwne. Poniżej osiem myśli, które ja sama miewam dość często.

 

1. Śladowe ilości – jeść czy nie jest?

 

Często na opakowaniu produktów potencjalnie bezglutenowych widnieje informacja: “może zawierać śladowe ilości glutenu”, “produkt może zawierać gluten”, “na terenie zakładu przetwarzany jest gluten”. Czekolady bez takiego ostrzeżenia ze świecą szukać (polecam jednak Raw Cocoa – bezglutenowa, wegańska, z surowych nieprażonych ziaren kakao). Zakup ryżu również staje się kłopotliwy, bo nawet brak informacji, że produkt może być zanieczyszczony glutenem to nie to samo, co jasna deklaracja producenta: “produkt bezglutenowy” lub też rozwiewający wątpliwości przekreślony kłos.

 

Śladowe ilości nie są problemem, jeśli komuś one nie szkodzą. Jeśli natomiast konsument jest celiakiem lub reaguje silną alergią na gluten – znacznie utrudniają one życie.

 

Osobiście, z wyrzutami sumienia i z braku alternatywy, zdarzało mi się używać produktów, które mogą być zanieczyszczone glutenem. Ze skutkami bywało różnie. Zdarzało mi się przypłacić to bólem brzucha.

 

2. Dlaczego część producentów traktuje naszą dietę jak zabawę i naraża nasze zdrowie na szwank?

 

Nas, bezglutenowców, cieszy moda na produkty bezglutenowe. Wszak poszerza się arsenał produktów, które możemy spożywać. Niestety, prócz producentów, którzy dostosowują się do tego trendu i oferują produkty bez glutenu, są również tacy, którzy z karygodną wiedzą na temat diety bezglutenowej próbują zbić na niej interes.

 

Nieraz zdarzało mi się znaleźć w lodówce popularnej sieci spożywczej produkt opisany jako BIO, wegański i bezglutenowy. W składzie znajdowała się mąka żytnia. Na szczęście czytam etykiety. Jak wielką krzywdę można wyrządzić celiakowi, kto sięgnie po taki produkt – producent nie wie czy też go to nie obchodzi?

 

3. Gluten to glutaminian? Czy Pan żartuje?

 

Są podrzędne bary, są całkiem przyzwoite knajpy, są również wykwintne restauracje o ugruntowanej renomie. Brak wiedzy o diecie bezglutenowej w restauracjach tego trzeciego typu uważam za niezrozumiały. To właśnie w takim miejscu, jednej z najlepszych restauracji w Warszawie, pewnego pięknego popołudnia Pan kelner zapewniał mnie, że przystawka, którą serwuje, nie zawiera glutenu. Niestety później okazało się, że Pan nie odróżnia glutenu od glutaminianu sodu, sądząc, że to to samo. Nigdy więcej moja stopa nie stanęła już w progu tej restauracji.

 

4. Czy to danie jest bezglutenowe? A bezmleczne?

 

Tak to niestety jest, że alergia na gluten i mleko krowie często idą ze sobą w parze. Dla mnie to codzienność, dla niektórych – nie lada wyzwanie. Przykładowo, cateringi pasują. Choćbym bardzo chciała, nie mogę korzystać z diety pudełkowej, ponieważ dostawcy twierdzą, że tak obszerne wykluczenia grup pokarmów jednocześnie to za dużo naraz i nie będą w stanie skomponować posiłków.

 

Będąc w SPA, w hotelowej restauracji zdarzyło się, że kucharz tak skupił się na pierwszej alergii, że zapomniał o drugiej. I tak na przykład łosoś był bezglutenowy, ale po co ryż został wymieszany z parmezanem? Innego dnia otrzymałam rano bezglutenowe pieczywo, którego pierwszy kęs zaalarmował mnie, że w jego składzie może znajdować się mleko. I miałam rację, przeczucie mnie nie myliło. Dlatego też, nieważne czy wyjeżdżam na weekend, czy na wakacje, bezglutenowy chleb zabieram zawsze ze sobą (polecam ten firmy Incola – jest smaczny i nie rozpada się po zrobieniu z niego kanapki, jak spora część pieczyw bezglutenowych).

 

5. To gdzie się umawiamy (oby nie w knajpie typu “Mąka i woda”, “Focaccia”, “Chleb i wino”…)?

 

Kiedy umawiam się ze znajomymi w nieznane mi miejsce, zastanawiam się: czy jedyną pozycją w menu jaką będę mogła zjeść, będą frytki?

 

Restauracja, gdzie w powietrzu unosi się mąka – to nie dla mnie. Choć niektóre nazwy brzmią fajnie. Trochę hipstersko. Niestety, tych restauracji na mapie kulinarnej Warszawy nigdy nie zaliczę.

 

Na szczęście z pomocą spieszą miejsca wegańskie i wegetariańskie – one często mają w swojej ofercie bezglutenowe wersje dań, a nawet bezglutenowe ciasta, lody, i mnóstwo innych pyszności…

 

No i oczywiście istnieją takie strony jak bazabezglutenu.pl.

 

6. Jak smakuje prawdziwa pizza?

 

Naturalnie pamiętam jak smakuje, choć ostatnią jadłam… dwanaście lat temu. Podobnie jak Twixy, KitKaty i 3bity. I Rafaello, nad czym niezmiernie ubolewam.

 

Ach, te czasy…

 

7. Źle się czuję…

 

Chyba muszę zrobić dochodzenie, co takiego ostatnio jadłam? Czy coś potencjalnie niebezpiecznego?

 

8. Zazdroszczę ludziom, którzy są normalni i jedzą ten (modyfikowany, zapychający) gluten…

 

Ale ja za to będę dłużej młoda i piękna. A przynajmniej, tak to sobie tłumaczę.